W
pewnej małej wiosce życie toczy się sennie i spokojnie, dopóki... ktoś
nie umrze. Wtedy mieszkańcy czują na sobie oddech śmierci. Oj, nie lubią
tego uczucia i bojąc się nawet myśleć o nieuchronności boskiego wyroku,
uciekają przed nim w żart, modlitwę lub wódkę. Chcą żyć, a o
przeznaczeniu niech rozmyśla Bartłomiej - ten, który nie boi się śmierci
i tłumaczy ją “z boskiego na nasze”, wygłaszając piękne mowy pogrzebowe.
Jego słowa na długie lata zapadają w pamięci wspólnoty jak święty i
nienaruszalny wyrok, kojąc niespokojne trochę, dusze mieszkańców
wioski.
Jego
historię zobaczymy w filmie Witolda Leszczyńskiego. Bartłomiej to ubogi
gospodarz, ale stał się autorytetem w wiosce i pełni teraz rolę guru,
“kapłana” dnia codziennego. Jest czcigodny, uroczysty i charyzmatyczny w
każdym geście. Jego widzeniu świata nie brak jednocześnie dowcipu,
poezji i filozoficznej prostoty. Nie jest on jednak jedynym, który
ośmiela zastanawiać się nad tajemnicą życia i śmierci. Bartek
(Paweł Krucz), 12-letni wnuczek Bartłomieja, szuka odpowiedzi na
pytania, które wiekszość mieszkańców wioski boi się zadać. Co to jest
dusza? Czy drzewa i zwierzęta mają dusze? Co się dzieje z nami po
śmierci?
Filozoficzne dysputy z Bartkiem uświadamiają Bartłomiejowi, że i jego
czas na ziemi dobiega końca. Aby nie zostawić mieszkańców wioski bez
duchowego przewodnictwa, postanawia wybrać swego następcę. Lecz, czy
wśród tych krzątajacych się, zagonionych, mocno stojących na ziemi ludzi
znajdzie się ktoś, kto przyjmie wyzwanie? Kto godzien będzie zaszczytu,
a zarazem będzie miał wystarczająco dużo sił by przyjąć brzemię? Zadanie
nie będzie łatwe...
“Requiem” jest filmem łagodnym, pełnym uroku i... czarnego humoru.
Witold Leszczyński traktuje go jako dopełnienie swojej twórczości. “To
film o urodzie świata, miłości i śmierci, o czułości i brutalności” -
mówi 68-letni dziś reżyser. Duchem przypomina najbardziej “Żywot
Mateusza”, debiut reżyserski Leszczyńskiego, nagrodzony m.in. Srebrnym
Hugonem na MFF w Chicago w 1968 r. Jak tamten, “Requiem” jest filmem
poetyckim, pięknym do oglądania. W roli Bartłomieja powraca tu
Franciszek Pieczka, dawny Mateusz, jeden z najwybitniejszyh polskich
aktorów. Mimo wspaniałych ról w filmach Krzysztofa Kieślowskiego
(“Blizna”, w 1976 r. nagroda za pierwszoplanową rolę męska na FPFF w
Gdyni), Kazimierza Kutza (“Perła w koronie”), Jana Jakuba Kolskiego
(“Pograbek”, “Historia kina w Popielawach”, ”Jańcio Wodnik” - za ten
ostatni został nagrodzony na FPFF w Gdyniu w 1993 r., za pierwszoplanową
rolę męską), w pamięci polskiej publiczności na wiele lat pozostał
Gustlikiem z telewizyjnego serialu “Czterej pancerni i pies”.
Amerykańskiej publiczności znany jest m.in. jako Święty Piotr w “Quo
Vadis” Jerzego Kawalerowicza.